Morawiecki: „Zagłady dokonali Niemcy, nie naziści”. Pomijanie ideologii to relatywizacja historii. Podczas obchodów 74. rocznicy wyzwolenia Auschwitz w niedzielę 27 stycznia 2019 premier Morawiecki wypowiedział się o tym, kto jest odpowiedzialny za Zagładę Żydów w czasie II wojny światowej.
Racial policy of Nazi Germany. The racial policy of Nazi Germany was a set of policies and laws implemented in Nazi Germany under the dictatorship of Adolf Hitler, based on pseudoscientific and racist doctrines asserting the superiority of the putative "Aryan race", which claimed scientific legitimacy.
Obraz sprawiedliwosci na Sprawiedliwość społeczna Szczególnym przypadkiem użycia tego słowa jest fraza sprawiedliwość społeczna, która w potocznym rozumieniu oznacza przyznanie człowiekowi tego, co z tytułu jego wkładu pracy lub zasług słusznie mu się należy lub w ujęciu prawnym
Fast Money. Rozmycie odpowiedzialności za zbrodnie drugiej wojny światowej lub przynajmniej podzielenie się częścią win z innymi narodami – do realizacji tego celu od lat konsekwentnie zdają się dążyć Niemcy. Promowanie terminów „polskie obozy koncentracyjne” czy „polskie obozy śmierci” zamiast przyjętego przez UNESCO określenia „niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny w okupowanej Polsce” wygląda na jeden z elementów tej strategii. Intencjonalne szkalowanie Polaków – przedstawicieli narodu, który jako pierwszy padł ofiarą zbrodniczych, hitlerowskich Niemiec – jest bowiem nie tylko obraźliwe. To również ewidentna próba zamazania prawdy o rzeczywistych sprawcach wojennych zbrodni. Ta polityka jest niestety skuteczna. Sprawiła ona, że podczas obchodów różnego rodzaju uroczystości w zachodnich mediach mówi się o bliżej niedookreślonych nazistach oraz polskich czy litewskich kolaborantach. Trudno się więc dziwić, że część studentów na zachodnich uniwersytetach uważa, że nazistami byli Polacy. Zresztą nie tylko studentów. O „polskim obozie” mówił przecież publicznie sam prezydent USA Barack Obama. Zrobił to w 2012 r. wygłaszając laudację na cześć Jana Karskiego, podczas ceremonii pośmiertnego uhonorowania bohaterskiego kuriera polskiego podziemia Prezydenckim Medalem Wolności. Można oczywiście powiedzieć: brak profesjonalizmu i żałować, że do „przejęzyczenia” – jak tłumaczył wpadkę Obamy rzecznik Tommy Vietor doszło akurat w chwili, w której miano uhonorować wielkiego Polaka. Oczywiście, słowa Obamy świadczyły głównie o niskich kompetencjach autora laudacji. Niestety, całkowicie wypaczyły sens uroczystości, sugerując, że Jan Karski poinformował Zachód nie o niemieckich, lecz o polskich zbrodniach na Żydach. Po interwencji polskiego MSZ w stenogramie z tego wystąpienia „polski obóz” został wówczas zmieniony na obóz „nazistowski”. Trzy lata później ówczesny szef FBI James Comey oficjalnie mówił już o „mordercach i ich wspólnikach z Niemiec, Polski i Węgier’. Bo tylko Niemcy mordujący swe ofiary podczas II wojny światowej mogą skryć się za określeniem nazista. Ci Polacy czy Węgrzy, którzy z nimi kolaborowali nie mają już tyle szczęścia – Comey i jemu podobni wprost mówią więc o Polakach czy Węgrach. Sam były szef FBI w przeciwieństwie do Obamy wcale nie chciał też za swoje słowa Polaków przepraszać. Jego wystąpienie było więc jeszcze groźniejsze, bo – wygląda na to – że wypowiedziane przez niego słowa nie były wcale przypadkowe. Fakt, że szkalujące ofiary hitlerowców określenie, pojawia się w mediach wydawanych w USA czy w Hiszpanii, można by jeszcze próbować tłumaczyć ignorancją czy bezmyślnością autorów i ich redaktorów. Argument zwykłego „odniesienia geograficznego” jest bowiem mało przekonujące: zagraniczne media nie piszą bowiem przecież o „kubańskim obozie Guantanamo”. Zresztą pierwszą redakcją, która już w 2010 r. zakazała używania terminu „polskie obozy” był „The Wall Street Journal”. W kolejnych latach dołączyły do nich „San Francisco Chronicle”, „New York Times”, portal Yahoo czy agencja Associated Press. Nie sposób jednak używać zwykłego argumentu bezmyślności w przypadku dziennikarzy i redakcji niemieckich. Tu o niedouczeniu i ogromnych lukach w wiedzy o czasach II wojny światowej nie może być mowy. Sposób wykonania wyroku, nakazującego niemieckiej telewizji ZDF przeprosiny za użycie „polskie obozy śmierci” wydaje się wyjątkowo bezczelny. Dobrze więc, że rozpoczęto kampanię #GermanDeathCamps. W tej kwestii trudno bowiem niestety dać wiarę w dobrą wolę i szczerość intencji rządu w Berlinie. Oczywiście, niemieckie władze oficjalnie potępiają użycie fałszujących historię terminów. Trudno jednak wierzyć, że kanclerz Angela Merkel, najpotężniejsza polityk w Unii Europejskiej, naprawdę nie jest w stanie przekonać redaktorów w swoim własnym kraju – redaktorów tak poprawnie politycznych i wrażliwych na uczucia uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki – aby wykazali nieco więcej empatii w stosunku do Polaków (jeśli na odwołanie do samej dziennikarskiej rzetelności nie można już liczyć). Dobrze więc, że wprowadzono w Polsce prawny mechanizm umożliwiający karanie za obrażanie Polaków poprzez użycie nieprawdziwej terminologii. Egzekwowanie zasądzonych przez polskie sądy wyroków może być jednak problematyczne. Dużo skuteczniejsze może się więc okazać żądanie od redakcji przypisujących narodowi polskiemu zbrodnie popełnione przez Niemców, a przez to niszczących reputację Polski na świecie, ogromnych odszkodowań finansowych. W tym celu władze w Warszawie mogłyby spróbować wynająć amerykańską lub izraelską kancelarię prawną. To bowiem ostatni moment, by walczyć o pamięć historyczną. W przeciwnym razie w niedalekiej przyszłości stwierdzenia przemieniające ofiary w sprawców będą już praktycznie niemożliwe do wyplenienia. © ℗ Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy. Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
Norweska Polonia zaprotestowała przeciwko wypowiedziom dziennikarza norweskiej telewizji publicznej NRK, który nazwał Polaków nazistami i antysemitami. 26 listopada podczas czatu na portalu NRK na temat wydarzeń na Ukrainie dziennikarz tej stacji Hans Wilhelm Steinfeld powiedział, że we Lwowie istnieje silna grupa polskich nazistów. Steinfeld jest jednym z najbardziej znanych norweskich dziennikarzy i uznanym ekspertem ds. Rosji i Europy Wschodniej, przez wiele lat był korespondentem NRK w Moskwie. Po czacie norweska Polonia natychmiast zaprotestowała, czego efektem był list otwarty ambasadora RP Andrzeja Jaroszyńskiego, zamieszczony w ogólnokrajowym dzienniku "Aftenposten". Steinfeldt odpowiedział na list również publikacją w tym dzienniku. Pełna wersja artykułu pod tytułem "Nienawiść do Żydów czarną plamą polskiej historii" ukazała się 13 stycznia na portalu NRK i budzi jeszcze większe emocje. Aby udowodnić swoją tezę, Steinfeld przytacza wiele przykładów z książek różnych autorów, Simona Wiesenthala, Leona Urisa i Menahema Begina. Steinfeld podkreśla, że "podane przez niego przykłady logicznie wskazują na obecność w Polsce ideologii nazistowskiej". "Władze w Warszawie były albo brunatne, jak Piłsudski, albo czerwone, jak Moczar, i bazowały na antysemityzmie" - pisze. Sam Piłsudski był - według Steinfelda - "faszystowskim dyktatorem", a "podczas jego władzy, i następnie Rydza-Śmigłego, Polska miała prawodawstwo antysemickie". "Polski ambasador ma rację, pisząc, że prawicowi ekstremiści są wszędzie - uważa dziennikarz - lecz polscy szli historycznie zawsze ręka w rękę z antysemityzmem". "We Lwowie Polacy rozpoczęli żydowskie pogromy, kiedy tylko Niemcy na to pozwolili" - pisze dalej Steinfeld. "500 kilometrów od Lwowa, w Jedwabnem, Polacy własnoręcznie zmasakrowali 1600 mieszkańców". "Sterowana z Londynu AK odmówiła pomocy powstańcom warszawskiego getta". To tylko kilka cytatów z artykułu Steinfelda, którego wypowiedzi zostały odebrane przez norweską Polonię jako obraza i szkalowanie Polski. Norweska Polonia skontaktowała się z organizacjami polonijnymi w USA i Wielkiej Brytanii. Makler okrętowy Jacek Godlewski z Oslo powiedział, że "tego typu przykłady, wyjęte z kontekstu w tak cyniczny sposób i podawane w najbardziej wiarygodnym norweskim źródle informacyjnym, czynią ogromną szkodę polskiemu narodowi". "Otrzymałem nawet opinię od Normana Daviesa, który po przeczytaniu artykułu pana Steinfelda stwierdził, że jego argumenty są nie do przyjęcia i są podane w sposób charakterystyczny dla epoki stalinowskiej" - dodał. ss, pap
Newsweek > Polska Edward Mazur na celowniku ministra sprawiedliwości Wiadomości 16 czerwca 2008 08:37 | Aktualizacja 02 grudnia 2008 11:43 Mniej niż 1 min czytania - Prokuratura rozważa poproszenie USA o przedstawienie w drodze pomocy prawnej zarzutów Edwardowi Mazurowi - mówi w wywiadzie dla "Dziennika" minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski. Źródło: Newsweek_redakcja_zrodlo Wiadomości Najpopularniejsze w kategorii Rachunek za wojnę | Dlaczego PiS wraca do żądania reparacji od Niemiec? "Twardy elektorat jest zniechęcony" Renata Grochal Pomoc dla Ukrainy | Najpierw na Bayraktar, teraz drony kamikadze – Polacy zrzucają się na uzbrojenie dla Ukraińców Małgorzata Święchowicz Bolesny falstart | Kaczyński przerywa objazd kraju. "Jakoś to wszystko nie tak wychodzi. Nie idzie coś" Dominika Długosz Godzina "W" | Kolejne miasta rezygnują z wycia syren alarmowych na 1 sierpnia Agnieszka Żądło Armatohaubice Krab | Przez tę decyzję Błaszczaka ucierpi polski przemysł obronny. "Minister opowiada bzdury" Sławek Zagórski Podcasty „W wieku przedstarczym też można być głupkowatym” Awantura o kulturę „Wirus HIV jest ciągle obecny. O siebie się nie boję, bo mam partnera, odkąd skończyłem 20 lat” Codziennie coming out | 46:30 Mirka Makuchowska: Kaczyński jeździ po Polsce i sprawdza, czy na ataku na osoby LGBT można wygrać wybory Codziennie coming out | 41:44 Aż 80 procent dwulatków ma cyfrowe ślady w sieci. Prywatności pozbawiają ich rodzice [SŁUCHAJ PODCASTU] Druga strona pieniądza Więcej
nazisci na celowniku sprawiedliwosci